Ognisko we Wrocławiu – Parafia św. Jadwigi Śląskiej, ul. Wolska 6

Parafia


Spotkania Wspólnoty „Sychar” odbywają się we Wrocławiu – Leśnicy w parafii św. Jadwigi śląskiej przy ulicy Wolskiej 6 w każdy trzeci poniedziałek miesiąca. Spotkania rozpoczynają się o godz. 19:00. Poprzedzone są Mszą św. w kościele o godz. 18:00. SERDECZNIE ZAPRASZAMY. Opiekunem Ogniska jest ksiądz Grzegorz Kopij.

Strona parafii:
http://lesnica.wroclaw.pl/

Na spotkaniu WTM „Sychar” rozmawialiśmy na temat pojednania i przeproszenia.

„Przepraszam, że na ciebie krzyczałam, ale sam mnie sprowokowałeś”. Albo. „Przepraszam, że czujesz się skrzywdzona tym, co ci powiedziałem”. Znasz to? Ktoś niby przeprosił, ale wciąż czujesz się źle. Czasem przepraszamy, wcale tego nie robiąc. W efekcie pozostaje niesmak i wrażenie niedosytu. Czym właściwie różnią się prawdziwe przeprosiny od fałszywych i jak przywrócić zgodę?

Niektórym przeprosiny po prostu nie są w stanie przejść przez gardło. Inni robią to z łatwością, choć w wyniku tego całą winą obarczają drugą stronę. Ile osób, tyle sposobów. Jak wybrać ten, który naprawdę oczywiści atmosferę i stworzy grunt pod lepsze rozumienie siebie nawzajem? Oto zasady przygotowane przez dr Harriet Lerner, psychologa klinicznego i autorkę bestsellerów „The Dance of Anger” i „Marriage rules” w „Psychology Today”.

1. Prawdziwe przeprosiny nie zawierają słowa „ALE” („Przepraszam, ale…”)

„Ale” automatycznie przekreśla wszystko, co powiedziałeś wcześniej i niemal zawsze zapowiada następującą po nim krytykę lub wymówki – tłumaczy dr Lerner. Przykłady? „Przepraszam za ignorowanie twoich próśb, ale mówiłeś podniesionym tonem”, „Przepraszam, że nie sprzątnąłem, ale miałem dużo spraw na głowie” itd. Rada: zakończ zdanie, zanim wypowiesz „ale”.

2. Prawdziwe przeprosiny dotyczą twoich działań, nie reakcji drugiej strony

Wyobraźmy sobie, że w złości powiedziałeś drugiej osobie bezpodstawnie kilka przykrych słów. Co możesz jej powiedzieć, gdy ochłoniesz?

„Przepraszam, że poczułeś się dotknięty tym, co wczoraj powiedziałem” – to, jak zaznacza Lerner, wcale nie przeprosiny. Lepiej powiedz: „Przepraszam za to, co powiedziałem wczoraj. Nie miałem tego na myśli. Powiedziałem to w emocjach. Tak naprawdę uważam, że…”. Weź odpowiedzialność za swoje zachowanie i to za nie przepraszaj.

3. Prawdziwe przeprosiny stwarzają przestrzeń na wyrażenie emocji przepraszanemu

Przeprosiłeś, i co dalej? Prawdopodobnie teraz głos zabierze osoba przepraszana. Usłyszysz np. „było mi przykro /albo/ byłem zły, kiedy ty…”. Skup się na uznaniu uczuć drugiej osoby pochodzącej z jej „zranionej części”. Nie zaprzeczaj jej emocjom, nie przyćmiewaj ich mówiąc o swoim bólu, np. że ty „cierpiałeś bardziej, bo…”. Na wyrażenie tego przyjdzie czas później . Oprzyj się pokusie tłumaczenia się i zamiast tego powiedz np. „Rozumiem, że czułeś się sfrustrowany, kiedy ja zachowałem się tak i tak”. W tym zdaniu nie ma oceny. Jest jednak uznanie stanu rozmówcy. Wypowiedzenie go może spowodować efekt „uff” – zraniona osoba czując, że usłyszałeś jej ból i pozwoliłeś na niego, może w końcu go uwolnić, wypuścić z siebie powietrze.

4. Prawdziwe przeprosiny nie mają na celu ustalić, kto jest winny albo kto zaczął

Zacznijmy od tego, że racja nie istnieje. Jeśli więc o nią toczysz bój, siłujesz się nie tyle o uciekającego króliczka, co o nieistniejącego króliczka. Może masz w danej kwestii 35 proc. udziału, może 65. Wciąż możesz przeprosić za swoją część zaistniałej sytuacji. Gdy druga strona wypowiedziała już swoje uczucia, a ty w pełni i starając się zrozumieć jej punkt widzenia, ją wysłuchałeś, stwarza się przestrzeń na wypowiedzenie twoich uczuć. Nie jednak na tłumaczenia czy oskarżenia per „ty”, a na komunikaty typu „ja”. Na przykład: „czułem się atakowany/ zagrożony, gdy mówiłeś podniesionym głosem, co zrobiłem źle. Chciałbym, żebyś następnym razem powiedział mi to w inny sposób, np. taki i taki. Zależy mi na naszej relacji. Bardzo cię lubię/ kocham”. Teraz możesz wypowiedzieć, co stało za twoim zachowaniem, jakie były twoje emocje, co tobą kierowało, jakie były twoje intencje, czego byś oczekiwał itd. Tego rodzaju rozmowa pozwoli ci wyrazić siebie i stwarza płaszczyznę do porozumienia.

5. Prawdziwe przeprosiny idą w parze z korekcją zachowania

Ogniste przeprosiny nic nie dadzą, jeśli potem otrzepiesz piórka i będziesz robił to samo co do tej pory i nie włożysz wysiłku w realną zmianę.

Notorycznie wysługiwałeś się współpracownikiem w pracy, a może systematycznie ignorowałeś to, co mówi do ciebie partner. Następstwem przeprosin powinna być korekcja tego, co uznałeś za niepożądane. To, co się stało, już się stało, możesz teraz kształtować przyszłość na podstawie wyciągniętych wniosków. Zastanów się, jak inaczej kolejnym razem mógłbyś się zachować, aby być z siebie zadowolonym? Możesz spytać, czego druga osoba od ciebie oczekuje i wspólnie z nią ustalić, co jest realne, a co nie z twojej strony.

6. Prawdziwe przeprosiny nie służą temu, by szybko zakończyć temat

„Przepraszałem/am już milion razy, dlaczego wciąż się czepiasz”. Przeprosiny nie powinny być wykorzystywane jako szybki sposób na zakończenie trudnej rozmowy bez jej rozwijania. Słowem: zgrzeszyłem, przepraszam, nie mówmy już o tym to ślepa uliczka. Jeśli jednak przeszedłeś przez wcześniejsze podpunkty, znaczy to, że w niej nie utknąłeś, a wybrałeś konstruktywną drogę. Jeśli pojawił się konflikt, jedynym sensownym wyjściem jest jego przegadanie, a nie unikanie tematu.

7. Prawdziwe przeprosiny nie są po to, żeby poprawić ci humor

Nie wszystkie przeprosiny są mile widziane – zaznacza dr Lerner. Nie ma pewności, że twój gest spotka się z aplauzem drugiej strony. Być może nawet będzie przeciwnie. Nie masz na to wpływu. Fakt przeprosin jest jednak nie tylko dla niej, ale też dla ciebie. Niezależnie od tego, czy ktoś przyjmie twoje przeprosiny czy nie.

Gdy „przepraszam” nie wystarczy

Przy poważniejszych zranieniach czy zdradach potrzebny jest czas, aby przywrócić zaufanie. To, czy tak się stanie czy nie, w znacznej, jeśli nie głównej mierze, zależy od osoby zranionej. To ona musi być w stanie wybaczyć. Czasem tak się nie dzieje. Z założenia z biegiem czasu powinny się goić. Jeśli jednak zraniony pielęgnuje ranę lub tuż pod nią są jeszcze inne, czasem sięgające odległych czasów, zranienia, może ona być nieustannie żywa. Nadmiernie długie pozostawanie w poczuciu winy nie jest dla ciebie rozwojowe. Wyciągnij wnioski, wybacz sobie i idź dalej.

Autorka artykułu Małgorzata Skorupa – dziennikarka, redaktorka serwisu Zdrowie.gazeta.pl, psycholog, konsultantka Telefonu Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym przy Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Warszawie. Autorka wielu publikacji z zakresu rozwoju osobistego oraz zdrowego stylu życia.

Na ostatnim spotkaniu mówiliśmy o walce duchowej.

Czy wierzę, że i mnie powołuje Jezus do walki? Czy wierzę, że mam moc od Jezusa by wyrzucać złe duchy? (każdy z nas może dla swej obrony powiedzieć; „Idź precz szatanie w Imię Jezusa”)

Toczy się wojna wokół nas. Życie chrześcijanina nie jest placem zabaw. Jest polem walki. Musimy odnaleźć swoje miejsce.  Nie mów: „Mnie nie ma na polu bitwy.  Walka to nie dla mnie”. Kiedy ignorujesz Wroga, on zwycięża. On uwielbia sprawiać, żebyśmy za wszystko winili siebie, czuli się zranieni, podejrzliwi, mieli do siebie pretensje.

         TRZY    BŁĘDY :

niewiara w istnienie szatana.

uznanie że istnieje szatan, zło, ale nigdy nie zdołamy go pokonać,

uznajemy realność szatana, zła, ale uważamy że musimy pokonać go sami.

Musimy dziś uwierzyć że mamy WŁADZĘ OD JEZUSA! Mamy być pewni Jego władzy nad duchami! Nasze życie będzie walką czy tego chcemy czy nie. Codziennie będziemy się zmagać o wierność Bogu, wierność swemu powołaniu, wierność woli Bożej.

Na ostatnim październikowym spotkaniu pochyliliśmy się nad tematem uczuć, które niekiedy dominują w naszym życiu. Religijność oparta na emocjach może być nieświadomą próbą ucieczki od zagrażającego świata do własnego wnętrza, w przestrzeń subiektywnych, somatycznych czy psychicznych doświadczeń. W tym świecie człowiek chce i próbuje mieć wpływ na to, co się dzieje. Wszystko to, co ułatwia mu poczucie kontroli nad tym wewnętrznym światem, co uwalnia go od lęku i napięcia tak dotkliwego w kontaktach ze światem zewnętrznym, jest łatwo i chętnie przyjmowane. Wysiłek włożony w opanowanie własnego ciała czy kontrola własnej świadomości (np. różne niebezpieczne techniki wschodnie) dostarczają satysfakcji. Jeśli sens temu wewnętrznemu światu – światu, na który można uzyskać wpływ – nadają treści religijne, to muszą one być dostosowane do jego praw. Charakter tych treści nie może naruszać poczucia bezpieczeństwa, poczucia posiadania wpływu na to, co się dzieje. W konsekwencji dokonuje się relatywizacja wartości czy to religijnych, czy moralnych; Pana Boga stwarzam na swój obraz, a Boże prawo o tyle respektuję, o ile zaspokaja moje potrzeby.

Ze względów bezpieczeństwa przedwakacyjne spotkanie po Mszy św. wieczornej odbyło się na świeżym powietrzu. Dzieliliśmy się swoim doświadczeniem przeżywania trudnego okresu pandemii. Jak ten czas wpłynął na kondycję naszych małżeństw i rodzin. Mówiliśmy także o potrzebie szczególnego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusa przez Serce Maryi. Zachęciłam wszystkich do wzięcia udziału w internetowych rekolekcjach na stronie: www.ocalenie.info

Kategorie

Kronika